Od żelazka do sandałów

Poniżej krótka historia „Urodzonego Biegacza”, który jest zauroczony bieganiem minimalistycznym.

Na załączonym obrazku można zobaczyć jaką drogę przeszedł aby dojść do biegania w naszych sandałach.

View this post on Instagram

Tak w skrócie wyglądała moja przygoda ze zmianą obuwia z typowych "żelazek" na buty minimalistyczne. Oczywiście wcześniej było jeszcze wiele więcej typowych butów z wielkim dropem i wieloma systemami "wspomagania" a na zdjęciu ukazane są te najświeższe. Moje podejście do zejścia z dropu ( czyli roznicy grubosci podeszwy pomiędzy tyłem a przodem buta) odbywało się bardzo cierpliwie bez żadnego pośpiechu stąd też kolejne niższe buty kupowałem po zużyciu starych. Generalnie można to zrobić o wiele szybciej czyli tzw skok na głęboką wodę co wiąże się z większym ryzykiem kontuzji więc według mojego podejścia pośpiech jest nie wskazany. Przy takim skoku trzeba zachować szczególną ostrożność i ogromna pokorę do obuwia minimalistycznego w przeciwnym przypadku skończy się to nieprzyjemnie 😎. Jak zostało to przedstawione na zdjęciu biegałem w typowych mocno obudowanych butach Asics Cumulus i New Balance ok 13mm drop (wysokie podbicie na piecie). Kolejnym krokiem był zakup obuwia nie do biegania typowo przejściowych z niższym dropem 8mm (reebok realflex), później drop 4mm (Nike Free 3.0 v3 super butki mają też w ofercie drop 8mm). Później przyszła pora na Five fingers bikila i tu zaczęła się zabawa a do tego doszły super sandałki biegowe firmy @monksandals bardzo ciekawa odmiana 😁. Mimo długiego czasu przyzwyczajania i tak swoją przygodę z całkowicie minimalistycznymi butami zacząłem od 1km biegu sukcesywnie zwiększając dystans przez ok 4-5 miesięcy, czyli typowe podejście jakbym zaczynał biegać od nowa. Szczerze polecam spróbować gdyż po zakupienia butów nie biegowych odczułem ogromna różnicę w przyjemności biegania nie wspominając jak wiele dała mi zmianą techniki i przestawienie się na minimalizm. Brak kontuzji mimo braku wielu zabezpieczeń i wspomagaczy w typowych butach, które zamiast pomagać upośledzają i osłabiają stopy. Kiedyś sam w to nie wierzyłem do puki nie przeżyłem tego na własnej skórze i stwierdzam jednogłośnie że warto ale wymaga to wiele pracy. 💪😁

A post shared by Przemek Wawrowski (@urodzony_biegacz) on